“Każdy ma swoją drogę. Lepszą, gorszą. Byle iść!”
Studio VTV1
Kolejna rozmowa, kolejny wieczór. Tym razem, ktoś pojawił się pierwszy raz. Zapowiada się ciekawie. Czerwona dioda nagrywania mruga równo jak puls. To znak, pora zacząć.
„Dzień dobry… właściwie dobry wieczór” – mówi prowadzący. Gościem jest Wiesław Błaszczyk z Kościerzyny – wysoki, spokojny, z tym charakterystycznym spojrzeniem. „Chcę opowiedzieć oryginalną historię, niepodrabianą” – uprzedza. Już wiadomo, że to nie będzie zwykły wywiad
Zaczyna od początku, ale szybko okazuje się, że początek jest gdzie indziej niż w metryce.

Zjechać ze ślizgawki w ogień
Wiesław urodził się nad morzem i przez lata patrzył na świat z pokładów – najpierw statków rybackich w Gdyni, potem wielkiej wody. W 1983 roku, w czasach twardej propagandy i miękkich paszportów, wypłynął do Kanady. Tam został. „Rodzina została w Polsce, ja przyjeżdżałem, wysyłałem pieniądze. Wszystko było dobrze, tak miało być” – mówi jak ktoś, kto akceptuje swoje losy.
Rok 1988 nacina jednak tę linię: wypadek syna. Zwykła ślizgawka, benzyna zamiast wody, ogień zamiast śmiechu. Kolega go podpalił. „Syn był cały poparzony” – przyznaje po cichu.
Później Wiesław wraca do Kanady częściej, aż w końcu zostaje tam na stałe. Małżeństwo pęka. W pokoju walizka, stary bilet w jedną stronę i ostateczna migracja – samotna, „Tak miało być!”
Kryształ, który wszystko zmienił
Vancouver, Toronto, długie ulice, gęste niebo. Dzisiaj już nie pamięta kto przysyła mu kryształ – przezroczysty wisiorek na łańcuszku. „Połóż na telewizorze, noś przy sercu, poczujesz energię” – słyszy. Wiesław nie był „od takich rzeczy”. Ale zakłada łańcuszek na szyje „Coś weszło we mnie. Jakby w mózgu się przestawiło.”
Od tej chwili zaczyna go nieść w stronę, której wcześniej nie widział. Kościoły – katolicki, zielonoświątkowy, adwentyści, rozmowy u świadków Jehowy i muzułmanów. Szukanie Boga, jakby ktoś schował klucz, a on uparł się, że znajdzie.
Nadal pali i pije.
Jednak stopniowo zostawia to.
„To było przejście – z materii w stronę światła. Na oświecenie, można powiedzieć”.
W zielonoświątkowej wspólnocie jest muzyka – nie ckliwa, tylko dźwigająca. Ludzie modlą się, czasem tańczą „taniec ducha”. W małych grupach trzymają się za ręce, proszą o zdrowie dla chorych, o sens dla zagubionych. „Modlitwa działa” – powie bez zawahania.
I przychodzi moment, który dzieli życie na „przed” i „po”.
Dzieje się tak podczas kolejnego spotkania.
Modlitwa.
Słyszy głos: „God wants you to speak up”. Bóg chce, żebyś przemówił.
Odkłada wstyd na krzesło. Wychodzi przed setkę ludzi, unosi ręce i – jak mówi – jego ustami odzywa się ktoś inny: „I am God of Abraham, Isaac and Jacob”. Dźwięk nie przypomina jego głosu. Ludzie podchodzą, do niego dotyka ich czoła, ramion. „Byli tacy co się przewracali, jakby wyszedł z nich ciężar. To było dla mnie szokujące.”
Dziś tego nie tłumaczy. Po prostu od tamtej chwili wie, że „coś przez niego przepływa”.
Zamienił wino na wodę
Teraz pije tylko wodę. Opowiada o niej z czułością większą niż o jakimkolwiek trunku: „To jest najpiękniejszy dar boski na Ziemi. Jesteśmy krajem błogosławieństwa”. Mówi, że Bóg działa jak źródło jest wszędzie, wystarczy na niego się otworzyć.
Wychodzi – codziennie o świcie, do lasu, bo mieszka przy jeziorach w miejscu, gdzie powietrze jest o sosnowym zapachu.
W studiu pokazuje zdjęcia swojej aury – fiolet i biel, z 2017 i 2019 roku. „Teraz, myślę, że jest jeszcze mocniejsza” – dodaje bez fanfar. To język, którym opisuje niewidzialne: zamiast wykresów – barwy, zamiast wykładów – świadectwa.
Dotyk i wdzięczność
Przykłady uzdrowień? Było tego trochę.
Mężczyzna, czterdzieści osiem lat, „pierwszy w kolejce” do pilnego zabiegu na sercu. Wiesław kładzie mu dłoń na piersi. „On już wiedział, że jest uzdrowiony” – mówi.
Później lekarz też się dziwi. Operacja zostaje odroczona, życie – przedłużone o cztery lata. Potem niestety koniec. Mężczyzna zmarł, ale Wiesław tłumaczy: „Bóg dał taki czas. Prosiłem go, aby ten chłopak dał świadectwo, podziękował publicznie. On studiował psychologię, może się wstydził. Nie zrobił tego. A Bóg lubi wdzięczność.”
Wiesław unika słowa „leczę”. Mówi „uzdrawiam”, ale zaraz poprawia: „Nie ja to robię. Gdybym brał pieniądze, obraziłbym Boga. Ten dar mógłby zostać odebrany.”
Na marginesie dodaje historie z opętaniami, z ludźmi „którzy chcieli zabijać”, a po rozmowie z nim odpuszczali.
Metody?
Rozmowa i modlitwa.
Bez rekwizytów.
Piorun z nieba – znak od Boga
Zdarzały się też rzeczy trudne do zrozumienia. Fotel bujany, który – jak twierdzi – zaczął nim rzucać podczas modlitwy. Wypowiedzenie imienia Boga i nagłe zatrzymanie.
Raz przyszła burza, nagle kula światła, „trzymetrowa” w pokoju. Piorun, który „uderzył w czubek mojej głowy, przeszedł przez oczy i wyszedł kontaktem”. Zero poparzeń. „Od tamtej pory czuję, jak otworzyła się korona, trzecie oko błysnęło.” Powiedziane zwyczajnie, bez teatralnych pauz. Jak relacja z drogi przez miasto: wsiadłem, pojechałem, wróciłem.
Tego nie da się zrozumieć.
Można mieć wątpliwości, ale dziś on ma pewność.
I nie próbuje nikogo przekonywać. „Kto zechce, zrozumie” – zdaje się mówić.
Zawał, który był ostrzeżeniem
„Powinienem już nie żyć” – przyznaje. Zawał, szpital, monitory. Ale on szuka przyczyny w sobie, nie w statystykach medycznych. „Był czas, że odszedłem od boskości. Przestałem czytać, przestałem słuchać. Bóg nie karze. My sami się każemy.”
Szybko powrócił do praktyk, porządków, dyscypliny.
Zrezygnował z nałogów.
Każdy dzień stawia jak ołtarz: prosto, bez ozdób.
Wiesław nie ukrywa biedy.
Emerytura skromna, pieniędzy brak.
„Wystarcza. Wszystko się ułożyło” – mówi z uśmiechem, który nie prosi o współczucie.
Poza szyldami
„Do jakiej religii pan należy?” – pytają go często. „Do Boga” – odpowiada im.
To krótkie zdanie, zamyka jego długą biografię. Z jego filozofii można wnioskować, że często Kościół bywa początkiem, ale nie metą.
„Obrazy, relikwie – bałwochwalstwo. Ja chcę relacji. Bóg mówi: NALEŻYSZ DO MNIE”
To nie jest manifest przeciw.
Bardziej – deklaracja, że nawigacja ustawiona jest na „wewnątrz”, a nie na „zewnątrz”.

„Tacy ludzie jak my”
Wywiad dobiega końca, prowadzący podsumowuje: „Każdy ma swoją rolę. Jedni działają, inni dokumentują.” Wiesław przytakuje.
Ostatnie chwile rozmowy. Pożegnanie. Światło w studiu przygasa. Czerwona dioda gaśnie, jakby zamykała powiekę. Kolejne spotkanie dobiega końca. Napięcie z ciała schodzi. Jednak kamery, światło, zawsze powodują mobilizację. Piękna historia, człowieka, który nie był jak kryształ, a jednak zaufał Bogu i wszystko postawił na jedną kartę. Miłość Boga.
Wiesław Błaszczyk pomaga ludziom, którzy do niego dzwonią lub przyjadą do Kościerzyny, gdzie obecnie mieszka w skromnych warunkach. Modli się i błogosławi ludziom. Nie bierze i nie oczekuje opłaty, ale za uzdrowienie – warto się odwdzięczyć. Tel. 799 823 405
Wiesława można też wspomóc na Nr konta: 90 1160 2202 0000 0002 4087 5792
![[ID: GuIXw6LJ-wM] Youtube Automatic](https://studiovtv.tv/wp-content/uploads/2026/01/id-guixw6lj-wm-youtube-automatic-60x60.jpg)
![[ID: E_SIMu_DcV0] Youtube Automatic](https://studiovtv.tv/wp-content/uploads/2026/01/id-esimudcv0-youtube-automatic-60x60.jpg)